Najpiękniejszy kalendarz pod słońcem - moje planowanie

Najpiękniejszy kalendarz pod słońcem - moje planowanie


Organizacja to jedno z najczęściej wyszukiwanych haseł na moim blogu. Kluczem w tej kwestii jest, według mnie, rzetelnie prowadzony planner. Wbrew pozorom, nie jest łatwo kupić odpowiedni kalendarz. A może po prostu ja jestem wybredna.

Jak wiecie, aktualnie mam Inspi Planner, ale niedawno w moje ręce wpadł nowy kalendarz i teraz wiem, że nie zamienię go na żaden inny. Mowa tutaj o The Happy Planner.


Jego cena to 129 zł, a więc nie należy do najtańszych, ale patrząc na niego aż chce się coś robić i cały proces osiągania celów jest łatwiejszy.
Producentem plannerów i akcesoriów do nich jest amerykańska firma Me&My Big Ideas. LoveMeParty jest zaś importerem, można na tej stronie znaleźć wszystkie produkty tej marki.

Za sam wygląd dałabym już temu plannerowi szóstkę z plusem. Nie lubię minimalizmu - ogromna liczba zdobień i kolorów jest w moim stylu. Kartki można wyjmować (jak już o nich wspomniałam - papier jest bardzo gruby, kolejny plus). Na zdjęciach niżej możecie zobaczyć treści na każdy miesiąc. Kalendarz jest na 1,5 roku, więc będzie ze mną troszkę dłużej.




Jeżeli chodzi o mój sposób korzystania z plannera, to nie jest on wielce skomplikowany. W rozkładówce na cały miesiąc mam najważniejsze zdarzenia w danym dniu, podzielone na kilka kategorii, m.in. szkoła i blog (każde z nich ma swój kolor). Na kolejnych stronach są rozpisane dni, dwie strony na jeden tydzień. Tam spisuję posty na bloga do zrealizowania oraz zadania na każdy dzień. Wykonane wykreślam; i to na tyle. Niektórzy te zadania również dzielą na kategorie, ale ja uznałam to za zbędne. 
Podoba mi się ten układ, jest o wiele wygodniejszy niż poprzednio, gdzie miałam jeden dzień na stronę. Wygodniej mi jest organizować czas, kiedy mogę wzrokiem ogarnąć cały tydzień, zamiast przerzucać cały czas strony.





Do paczki dołączone były taśmy washi tape, dzięki którym mogę uczynić mój planner jeszcze bardziej kolorowym i indywidualnym.

 

Podsumowując: The Happy Planner jest czymś, co ponownie rozbudziło we mnie miłość do planowania. W Ameryce ludzie kochają kolorowe notesiki i organizowanie swojego czasu. Dzięki takim kolorowym przyborom i ja przekonałam się, że nie jest to wcale straszne. Z czystym sercem mogę polecić ten kalendarz; raz na 1,5 roku można pozwolić sobie na taki wydatek (jeżeli oczywiście będziesz w stanie w pełni wykorzystać jego potencjał).

Co mnie denerwuje w ludziach? + wyniki konkursu

Co mnie denerwuje w ludziach? + wyniki konkursu


W tym roku szkolnym prowadzę jeszcze bardziej intensywny tryb życia. Kiedyś po zakończeniu lekcji czułam, że właściwie dzień dobiega końca. Byłam szczęśliwa, że mogę wsiąść w pociąg i wrócić do domu. Po pewnej sytuacji, która miała miejsce w maju (sama nie wiem, dlaczego ona właśnie wpłynęła na zmianę mojego funkcjonowania), priorytety mi się trochę zmieniły. Od tamtego momentu, gdy zabrzmi ostatni dzwonek w danym dniu, ja już myślę, co muszę załatwić. Jakoś tak wyszło, że wkręciłam się w wiele zajęć, niektóre są po prostu rozrywką, inne przygotowują do dorosłego życia. Mogę jednak powiedzieć, że i jedne i drugie dają mi ogromną satysfakcję. Dzień uważam za niepełny, kiedy po dzwonku od razu pobiegnę do domu. Jestem zmęczona, fakt. Ale lubię zmęczenie spowodowane tym, że się rozwijam.

W ciągu dnia słyszę od ludzi mieszkających w mieście, że ich życie jest bardzo ciężkie, bo po skończeniu lekcji o 12:30 muszą jeszcze czekać 20 minut na autobus. Kto by również widział, żeby wstawać o 6 rano, gdy lekcje są na 7? Przecież punktualność w tej kwestii graniczy z cudem!
A ja? Wstaję o 5 rano, ponieważ mam 30 km do szkoły. Wracam późno, bo muszę wszystko załatwić. I jeszcze nigdy nie spóźniłam się na lekcje.

Niektórzy siedzą z wielką depresją, bo nic im się nie udaje. A jak ma się udać, skoro nic nie robią? Bezczynnym siedzeniem, piłowaniem paznokci i jedzeniem ciastek nikt jeszcze nie zarobił. 

Wstań i zacznij coś robić, nie będziesz całe życie nastolatkiem, którego jedynym problemem jest to, że musi iść do szkoły i wrócić szybko do domu, bo wystygnie mu obiad.

***

Trochę ostrych słów ode mnie, więc dla stonowania, obejrzyjcie najnowsze zdjęcia. Klimat ich wpisuje się w charakter tego wpisu. Od dłuższego czasu marzyła mi się sesja na tle tej ścianki, a pasowała do niej jedynie taka sportowa stylizacja. Dziękuję Rafałowi za wytrwałą pracę za obiektywem!
Dla kontrastu z czarnym tłem założyłam białą bluzę z denley.pl (na blog.denley.pl jest wiele ciekawych inspiracji). Jest ocieplana w środku, więc na jesień będzie jak znalazł.
Spodnie to mój wyprzedażowy łup z Bershki - zapłaciłam za nie 50 zł. Dziury na kolanach - jak może już wiecie - to coś, co ostatnio wpadło mi w oko.
Sportowego obuwia namiętnie nie noszę, ale jeśli już, to tylko białe. Te są z szch.pl.
Okulary przeciwsłoneczne to popularny model Ray Ban Clubmaster (z trof.pl).
Plecak pokazywałam już w filmie B2S z przyborami, jest to plecak jeansowy marmurkowy z brytyjka.pl.

Na końcu jeszcze wspomnę, że konkurs kolorowankowy wygrały Anna P. oraz Angelika S. Proszę skontaktować się ze mną mailowo (wiktorias.blog@gmail.com) w ciągu tygodnia i podać adres do wysyłki książek. Gratuluję!

fot. Rafał Kaczmarek











Magiczna sesja zdjęciowa

Magiczna sesja zdjęciowa


I co ja mam Wam dzisiaj, kochani, napisać? Nie oszukujmy się, każdemu po głowie chodzi teraz tylko jedna rzecz - szkoła. Ten dzień jest dowodem na to, jak szybko leci czas. Niby fajnie, że za 8 miesięcy kończę szkołę raz na zawsze (no jeszcze studia, ale to już inna bajka), ale z drugiej strony przeraża mnie fakt, że niedawno kończyłam gimnazjum, a zaraz mam już iść na studia... Szkoła nie dała mi o sobie zapomnieć już od wtorku, bo miałam próby do musicalu. Uważam, że wyszło całkiem fajnie. Z tego, co słyszałam, widownia też była zadowolona. Tak więc pierwszy mały sukces w tym roku szkolnym. Jutro rozpoczynam lekcje o 9, a kończę o 13.30, nie ma tragedii. Wieczorem zaś wybieram się na imprezę. O ile uświadomić sobie o obecności wakacji było mi bardzo łatwo, o tyle jeszcze nie czuję, że już wrzesień. No cóż, czas przestawić się na nowy tryb życia i wytrzymać jakoś do kwietnia.

Nie mogę się doczekać, żeby pokazać Wam zdjęcia z ostatniej sesji. Wykonała je dla mnie utalentowana Nicole.

Social media:
Instagram - @nicartphotography
Facebook - NicartPhotography

Zaobserwujcie koniecznie, bo Nicole chce rozbudować swojego bloga i ma przygotowane naprawdę ciekawe treści!
Znalazłyśmy się na Instagramie i tak się złożyło, że jest z Bydgoszczy. Umówiłyśmy się więc na zdjęcia w Ogrodzie Botanicznym. Rozmawiało nam się bardzo miło, ponadto Nicole podchodzi do swojego zadania bardzo profesjonalnie i rzetelnie, dlatego też mam nadzieję, że to nie była nasza ostatnia współpraca.

Na sobie mam sukienkę z 27dress.com oraz szpilki z merg.pl. Koniecznie dajcie znać, jak podobają Wam się zdjęcia!

Może być problem z otwarciem linku do sukienki na komputerze, ale na telefonie wszystko na pewno działa.

fot. Nicole Fifielska









Copyright © 2014 Z pasją do życia , Blogger